November day

Pierwszego listopada, taki jeden dzień w roku, kiedy człowiek więcej rozmyśla i zaczyna doceniać to, co ma. Ja dzisiaj także tak miałam. Spędzam ostatni wieczór z P. przed  powrotem do Wrocławia, piję wino i po prostu cieszę się chwilą. Naprawdę dawno tak nie miałam. Czuję się jakbym zamknęła pewien etap w swoim życiu i mogła w końcu ruszyć na nowo.

Ostatni czas był naprawdę dla mnie trudny. Pomimo tego, że zawsze próbuję dojść do wszystkiego sama, to teraz los zaczął decydować za mnie. Zdarzyły się sytuacje, na które nie miałam wpływu i nie potrafiłam się z tym pogodzić. Próbowałam z tym walczyć, prawie codziennie płakałam.. Potrzebowałam zmiany. Sądziłam, że może jakiś wyjazd sprawi, że odżyję i popatrzę na wszystko z innej perspektywy. Stało się jednak tak, że nie pojechałam nigdzie. Chodziłam ciągle zła, niszczyłam wszystko na swojej drodze (dosłownie i w przenośni), obwiniałam wszystkich wokół i każdego z osobna. Czułam się pokrzywdzona. Codziennie robiłam rachunek sumienia i pytałam się, gdzie jest ta karma i czemu dopadła właśnie mnie. Aż do dnia dzisiejszego.. Niespodziewanie, kiedy na chwilę wyluzowałam i pomyślałam o kimś innym zamiast tylko o sobie to stało się coś nieoczekiwanego.

W końcu poczułam taki wewnętrzny spokój i uwierzyłam, że wszystko się jakoś ułoży. Pogodziłam się z tym, że nie zawsze sprawy będą szły po mojej myśli, ale dam sobie z nimi radę. Przytoczę tutaj przeczytany wczoraj przeze mnie komentarz pewnej dziewczyny: ,,gdy zachorowałam, nie pytałam ‘dlaczego’. Mówiłam sobie, że zachorowałam, bo jestem w stanie to znieść i doskonale sobie z tym poradzić, a być może ktoś inny nie dałby sobie z tym rady i zrezygnowałby z walki o własne życie – i to mi pomagało  walczyć o każdy następny dzień”. To właśnie w sile tkwi całe sedno. Muszę pierw sama uwierzyć w szczęście, żeby móc się nim w pełni cieszyć. Dalej czuję się ofiarą, ale w końcu mogę poczuć się wolna od ciągłych wyrzutów do siebie i innych. Wiem, że jestem na tyle silna, aby sobie z tym poradzić. Zakładam, że może mi się nie udać i to jest chyba najważniejsze. Jestem w stanie pogodzić się z porażką, a to wewnętrzne przyzwolenie daje mi siłę, żeby walczyć o swoje.

Jeden komentarz do “November day

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *