w pogoni za?

Ostatnio mniej mnie tutaj było. Obowiązki, natłok myśli. Niby tyle się dzieje, a nie wiadomo o czym napisać, co powiedzieć. Pisząc tutaj, robię sobie w głowie pewien bilans zdarzeń bardziej istotnych i tych mniej. Wyjście do kina, spotkanie z przyjaciółmi, uczelnia… Można by tak długo wymieniać, ale czy jest sens? Lepiej nie pisać nic niż pisać o niczym. Less is more jak to mówią.

Nawiązując do poprzedniego posta, mogę się jedynie pochwalić, że wróciłam na siłownię. Kupiłam promocyjny karnet i staram się ćwiczyć prawie codziennie. Zobaczymy na jak długo, ale opcja jest na 2 miesiące, więc do końca roku chociaż jest motywacja. W końcu zrobiłam coś dla siebie. Ciągle tylko obwiniam się za to jak wyglądam – za grube uda, ogromny brzuch, mało kształtne ramiona. Pewnie nie tylko ja tak mam, prawda? 🙂 Tylko ile z nas zrobiła coś więcej niż tylko zwyczajnie “biadoliła”? Tutaj krąg już się zawęża. Ostatnio przechodzimy w Polsce i na świecie fit rewolucję. Na każdym kroku słyszymy tylko o tym, że trening nas wyzwoli, a 5 posiłków dziennie sprawią, że będziemy szczupłe, piękne i zdrowe. Choć trendy bywają różne, to chociaż jeden warto naśladować. Jednak to wszystko mnie trochę przytłacza. Wiem, że to wszystko  nie tylko dla urody, ale też dla zdrowia, lepszego samopoczucia. Korzyści jest wiele, ale jednak jest jakieś “ale”. Czuję się jakby każdy mój błąd był mi wypominany. Naciski z każdej strony powodują, że na każdym kroku odczuwam wyrzuty sumienia. Wiedząc, że to zmiana stylu życia już na zawsze, zaczynam się zastanawiać czy nie będzie mi szkoda porzucić tego czy tamtego. Wcześniej tak nie miałam. Nie przywiązywałam do jedzenia takiej wagi i nie obwiniałam się za każdego batona. Chociaż nie.. od gimnazjum miałam fanaberie na punkcie odchudzania (niestety większość z nich odbiła się na moim organizmie). Chudłam, tyłam i tak w kółko. Może właśnie to mnie tak ukierunkowało. Miałam okres w swoim życiu, kiedy byłam bardzo gruba (m.in. teraz) i taki, kiedy waga bliska była niedowagi. I wiecie co? I tak ciągle mi coś nie pasowało. Szukałam wad w sobie tam, gdzie ich nie było. Teraz jestem już starsza. Śmiało mogę powiedzieć, że mądrzejsza, a jednak kompleksy dalej pozostały. Może nie są one nasilone do takiego stopnia, że wstydzę się wyjść w stroju kąpielowym, ale złe samopoczucie pozostało.

Wracając, może jednak warto trochę przystopować? Dać sobie czas i zacząć, kiedy będzie się gotowym? Nie wiem. Na pewno efekty będą lepsze, kiedy będziemy coś robić z własnych chęci, a nie z przymusu. Zmiana nastawienia, a zmobilizuje Cię do wykonania jeszcze jednego powtórzenia. 🙂 Najważniejsze to czerpać przyjemność z życia – niby takie banalne, a jakie prawdziwe.

DSCN7565 (2)Apropo dzisiejszych wyborów prezydenckich 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *