take it easy

Znów powiem, że dawno mnie tu nie było. Kilka razy tutaj zaglądałam, ale jakoś nie potrafiłam nic napisać. Wiele się ostatnio wydarzyło, dobre i złe momenty. Te gorsze niestety przeważały, ale moja osobista reakcja na nie szczerze mnie zaskoczyła..

Zawsze, gdy się coś dzieje, zalewam się łzami i nie potrafię tego powstrzymać, jest mi smutno, krzyczę, obrażam się. Później mam do siebie pretensje, że się nie powstrzymałam, a przecież okazywanie uczuć i pokazywanie, że coś nas boli, jest podobno dobre więc co robię nie tak? Prawie 3 lata temu było zupełnie odwrotnie –  zamknęłam się na innych ludzi. Nie mówiłam nic nikomu, nie prosiłam o rady, nie okazywałam emocji, nie płakałam. Można by rzecz, idealnie. Święty spokój. Jednak to też nie było dobre. Byłam okropnie nieszczęśliwa i pozostawiona sama sobie. Odrzuciłam chęci pomocy i borykałam się z problemami na własną rękę. Prawie straciłam przez to naprawdę wartościową dla mnie osobę, ponieważ nie potrafiłam wskrzesić w sobie na nowo uczuć. Byłam w środku pusta. Z jednej strony chciałam zaryzykować (nie bałam się zranienia, ani odrzucenia), ale z drugiej strony byłam przekonana, że w końcu zyskałam tą upragnioną niezależność i brak poczucia niezdrowego przywiązania do drugiej osoby.

Więc gdzie znaleźć złoty środek? Chyba właśnie to jak w ostatnim czasie zaczęłam reagować na problemy. Co prawda, nie zrobiłam tego celowo, nie przywiązywałam do tego specjalnej wagi. A może to doświadczenie czegoś mnie w końcu nauczyło? 🙂 Tak czy inaczej, zrezygnowałam z tak dużym utożsamianiem się z przeciwnościami, które ciągle mnie spotykają. Staram się je przyjmować na spokojnie, analizuję i wierzę w to, że karma jeszcze się odwróci. Dopóki żyję, mam nadzieję. Zamiast użalania się nad sobą zaczęłam działać i szukać rozwiązań. Te sprawy, które wymagały czasu i opanowania emocji, odłożyłam na jakiś czas. Skupiłam się na uczelni, przyjaciołach, a energię wyładowywałam na treningach. Nie miałam nawet siły, żeby się zamartwiać. A kiedy byłam już gotowa, żeby się z nimi zmierzyć to okazało się, że nie są one aż tak problematyczne, jak to mi się na początku wydawało. Nie taki diabeł straszny jak go malują. Także szczerze polecam czasem po prostu odpuścić na chwilę, bo może dostrzeżemy coś, czego nie byłyśmy w stanie przez wulkan emocji, który nami kierował.

  DSC_0706

DSC_0629

DSC_0795 forever

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *