do it now

Ciągle narzekam na brak czasu, a sama angażuje się do nadprogramowych rzeczy, przez co mam go jeszcze mniej na rzeczy, które naprawdę lubię robić. Totalnie bez sensu, prawda? Niestety muszę się zgodzić. Mam ogromny problem z organizacją czasu. Kiedy ćwiczę to olewam uczelnię. Z kolei, kiedy muszę przygotować coś na studia to zaniedbuję znajomych. A najczęstszym scenariuszem ostatnio jest rzucenie wszystkiego i oglądanie seriali. W ostateczności nie robię nic. Brzmi znajomo? Potem oczywiście pretensje, że wszystko robię w biegu, nie wysypiam się, chodzę ciągle zła i tak w kółko. Zwariować można.

A przecież wystarczy tak niewiele, żeby wszystko uporządkować. Nie odkładać wszystkiego na ostatnią chwilę tylko zabrać się za coś od razu. Nie ukrywajmy, cholernie ciężko się zmobilizować. Taka chyba nasza natura. A gdyby tak wstać godzinę wcześniej i zrobić to, co leży odłożone na półkę i czeka cierpliwie w kolejce na swoją kolej? Zaległe dokumenty, notatki na środowe kolokwium czy ulubiona lektura. Na pewno odciążyłoby to nas psychicznie od ciągłego poczucia obowiązku zrobienia czegoś. Niestety nie często możemy doświadczyć tego komfortu.Tak naprawdę wszystko jest kwestią odpowiedniej organizacji. Udowodniono naukowo, że kiedy mamy zbyt dużo wolnego czasu i małą liczbę obowiązków to nasz organizm się rozleniwia i w końcowym efekcie nie robimy nic. Natomiast mniejsza ilość wolnego czasu zmusza nas do efektywnego działania. Czy jest tutaj ktoś, kto uczył się do matury przez ferie zimowe lub do sesji przez święta? 🙂 Tak myślałam.

Może zamiast obejrzenia kolejnego sezonu naszej jednej z miliona ulubionych produkcji warto zrobić coś dla siebie. Ile jest rzeczy, które sobie zaplanowaliśmy (zbliża się Nowy Rok – kolejne postanowienia noworoczne), a odeszły wraz z wyleczeniem posylwestrowego kaca? W tym roku chciałam wprowadzić do swojego życia na stałe zdrowy tryb życia, powrócić do nauki francuskiego oraz odwiedzić kilka europejskich stolic. Część z ww. naprawdę się udała. Co prawda, co chwilę upadam i się podnoszę, ale w moim przypadku, życie to chyba ciągła walka. Natomiast odnośnie rozwijania moich umiejętności lingwistycznych to brak motywacji i czyste lenistwo sprawiło, że nawet nie zaczęłam (zapisanie się do internetowego kursu i dostawanie meili, których się nawet nie czyta, się nie liczy). Po raz kolejny odłożyłam coś na potem. Chociaż ostatnio zaczęłam sobie rozplanowywać dni – czas na uczelnię, posiłki, trening, przyjaciół, zakupy. W tygodniu całkiem dobrze mi to wszystko idzie, ale gdy przychodzą weekendy to całkowicie sobie odpuszczam. Ciągle muszę się napędzać do dodatkowego działania na siłę, bo aura za oknem w ogóle mi nie służy. Ale liczę, że w przyszłości dobre nawyki wejdą mi w nawyk już na co dzień. Pracuję nad tym, żeby tak było, a teraz idę powyginać się na macie, żeby potem nie żałować, że jak zwykle się czegoś nie zrobiło.

20160821_182451find new solutions

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *