simple questions, difficult answers

Od dłuższego czasu zastanawiam się czy wybory, których dokonałam w swoim życiu, są właściwe. Ambitne plany – prestiżowe liceum, studia, wymarzona praca. No właśnie… Czy aby na pewno taka wymarzona? Czy to wszystko, co robię sprawia mi szczęście? Rzadko zadaję sobie to pytanie, bo gdzieś tam w głębi czuję, że nie.

Dość dobra pamięć i chęć posiadania wysokopłatnej pracy w przyszłości sprawiły, że znalazłam się tu, gdzie jestem obecnie. Wybór dość mocno ukierunkowanej specjalizacji miał mnie ustrzec przed popełnieniem błędów. Z jednej strony praca w NGO’s i robienie w życiu czegoś, co ma naprawdę sens, a z drugiej ciągła chęć rzucenia wszystkiego i tylko podróżowania. Bez zwracania uwagi na drogie hotele, pieniądze, makijaż. Taka swoista wolność. W moim codziennym życiu nie ma zbyt wiele miejsca na takie odejście od normy. No, bo przecież niby wszyscy jesteśmy wolni, a wystarczy, przyjść na uczelnię bez makijażu i już wszyscy pytają ‘czy wszystko w porządku’. Ot, taka wolność. Stare utarte reguły, konwenanse. Nieformalny dress code w codziennym życiu. Podporządkowujemy się do innych, do tego, co wypada robić. Nie myślimy o tym, co nam naprawdę sprawia szczęście. Przez pewien okres zastanawiałam się czy nie pójść w stronę mody, a konkretniej zajmowania się fashion show director, czyli organizowaniem pokazów mody To coś w czym mogłabym sprawdzić swoje umiejętności liderowania, wykorzystać swoją przebojowość i być blisko tej dziedziny, która sprawia mi naprawdę dużo przyjemności, a przy tym, okazja do wielu wyjazdów. Jednak ta wizja dość mocno kłóci się z tą o pójściu na prawo czy dyplomację europejską i byciem kimś więcej (a już na pewno o odkrywczych podróżach bez pieniędzy i makijażu :-)). No właśnie, ciągle podejmujemy jakieś wybory. Z reguły kierujemy się rozumem, a sercem i intuicją zapewne już rzadziej. A prawników jest przecież tak wiele więc może warto spróbować czegoś innego?

Jedna z najbliższych osób w moim życiu spytała mnie niedawno czy to, co robię sprawia mi radość. Czy wstając codziennie rano i jadąc na uczelnię, wiedząc do czego mnie to zaprowadzi w przyszłości, jestem szczęśliwa? Te najprostsze pytania wywołują często dość skrajne emocje. W moim wypadku były to łzy. Kiedy popadam w rutynę i żyję od sesji do sesji to przestaję się zastanawiać czy coś sprawia mi przyjemność, a im dłużej to trwa tym decyzja o rzuceniu studiów staje się jeszcze bardziej odległa. Z jednej strony jestem zbyt dużym tchórzem, aby zrobić coś naprawdę nieprzewidywalnego (dla mnie, rzecz jasna), a z drugiej jestem na tyle przykładna, że kiedy już coś zacznę, to chcę to pociągnąć do samego końca. Tylko czemu nie mam mobilizacji i takiego samozaparcia, aby zrealizować swoje marzenia? Czy budowanie własnego szczęścia jest tym, co sprawia nam największą trudność? Jeśli tak, to może to jest właśnie to samospełnienie. Robić coś i być zadowolonym, że się to robi – niby nic wielkiego, a jak ciężko tego dokonać.

IMG_20161231_222511 IMG_20161231_222455

4 komentarze do “simple questions, difficult answers

  1. Dlaczego by nie robić tego co się lubi? Znaleźć kierunek i podążać droga szczęścia? Pieniądze nie są wszystkim, a jednak człowiek potrafi o nie zabić. Smutna prawda, rób to co lubisz. By później nie było “nie miałam kiedy”… 🙂 Pozdrawiam looknij na mojego bloga jak znajdziesz chwilkę 🙂 heh

    • Pieniądze nie są wszystkim, ale są pewną stabilnością. Jeśli je posiadasz możesz wówczas zacząć spełniać swoje marzenia, a w moim przypadku podróżować. Ponadto w tych dziedzinach, które są uważane z reguły za te “przyjemne” (np. moda), ciężej jest się wybić i osiągnąć coś na dłużej niż 5 minut. Rzadko się zdarza, że będzie to kariera na całe życie, a nie tylko kilka lat. Dlatego jednak muszę pierw postawić na wykształcenie, żebym zawsze miała do czego wrócić. Ale zamierzam zacząć realizować swoje marzenia po studiach 🙂

  2. Czasem mam ochotę rzucić te studia w cholerę, przestać się męczyć nad książkami, bo faktycznie to jest czasem koszmarne uczucie żyć w takiej presji. Chwilami myślę, czy to jest tego warte? Tyle pracy, tyle czasu i tyle poświęcenia. Mam nadzieję, że tak. Też mi się wydaje niekiedy, że chciałabym robić coś “innego”, może bardziej “twórczego”, ale potem zdaję sobie sprawę, że skoro tyle pracy w to wkładam, to muszę jak najbardziej ukierunkować się w życiu na to, w czym się człowiek czuje dobrze i mieć później satysfakcję z efektów. Przede wszystkim gdzieś trzeba odnaleźć pozytywne myślenie. Z nim zawsze jakoś wszystko się układa w całość, a burzy się gdy o nim zapominamy.

    • Też zawsze staram się odpowiednio ukierunkować i postawić “do pionu”, kiedy po prostu nie chce mi się uczyć. Jednak z tyłu głowy zawsze jest to przeświadczenie “a może mogłabym robić teraz coś zupełnie innego”. Ja już długo poszukuję swoich zainteresowań i poza podróżami i właśnie owymi eventami modowymi nie znalazłam niczego, co by mnie tak w pełni porwało. Wiem, że studia dadzą mi przyszłość i dobrą pracę, ale niekoniecznie dadzą mi szczęście i o nie muszę zadbać w inny sposób 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *