report

Nowe miejsce, nowe historie, nowi ludzie. Za nami ponad 2 miesiące nowego roku. Ile w tym czasie udało nam się osiągnąć? Czy zrobiliśmy coś, co w końcu przyniosło nam chwile radości? Nowa praca, utrata kilogramów, a może wymarzoa wycieczka? Ja pomimo jeszcze nieidealnych wymiarów mogę śmiało powiedzieć, że to był dobrze wykorzystany czas. Odkryłam nowe pasje, zaczęłam więcej ćwiczyć, jestem w trakcie rozwiązywania zaległych problemów, odnowiłam stare znajomości. Nawet w pewnym sensie skupiłam się na pracy. Oczywiście jest kilka rzeczy, z których nie jestem zadowolona, ale w końcu patrzę na wszystko z zupełnie innej perspektywy. Dostrzegam te dobre aspekty w tym, co mi się przytrafia. W dalszym ciągu mam “gorsze dni” takie jak ostatnio, kiedy zepsuł mi się telefon i nic nie szło po mojej myśli, ale takie momenty zaczynają być wyjątkami, a nie są rutyną.

Nie myślcie sobie, że będę Was teraz motywować i mówić jak to wszystko jest łatwo osiągnąć. Nic nie jest łatwo, a ja jestem tego najlepszym przykładem. Jeszcze całkiem niedawno, gdy spotykałam na swojej drodze ludzi sukcesu (personalnie i w mediach) to bardzo im zazdrościłam. Teraz są oni dla mnie inspiracją do tego, żeby ruszyć dupę. Doszłam do pewnego etapu, w którym zaczynam doceniać swoje małe sukcesy i szukam swojego sposobu na sukces. Życie nie jest lekkie, każdy startuje zupełnie z innego punktu. Jedni nie muszą robić nic, aby mieć life goals, a inni wylewają siódme poty, aby starczyło im do pierwszego. Są sytuacje, na które nie mamy wpływu, ale większość naszego życia zależy tylko od nas. To, że teraz piszę tego posta także może mieć wpływ na to w jakim kierunku potoczy się moja kariera zawodowa. Przekonamy się o tym w przyszłości. Niemniej jednak nawet najmniejsze rzeczy powodują, że jesteśmy o krok bliżej miejsca, w którym poczujemy się spełnieni i zadowoleni z siebie. I pisze to osoba, która nie osiągnęła jeszcze w życiu żadnego sukcesu. Chociaż, kto wie. Z reguły ludzie narzucają sobie cały czas jakieś cele i nie osiadają na laurach. Chcemy cały czas więcej i więcej. Taka jest nasza natura. Ciągle pracujemy na nasze American dream i nie dostrzegamy, kiedy już je osiągniemy. Póki jednak jesteśmy młodzi, musimy przeżyć jak najwięcej. Zrobić na maksa tyle, żeby potem mieć to przeświadczenie, że zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, a nawet więcej. Ja już planuję nowe wyjazdy i drobne projekty. Na razie to dopiero początek. Ale od czegoś każdy kiedyś zaczynał.. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *