the magic of travel

Podróże, te małe i te duże. Pozwalają nam one oderwać się na chwilę od otoczenia i poznać coś nowego, ekscytującego. Uwielbiam to uczucie, kiedy odwiedzam nowe miejsce. Wówczas nie przeszkadza mi długa podróż (nawet 34-godzinna), wysoka temperatura czy inne komplikacje. Cieszę się jak małe dziecko, że będę mogła doświadczyć tego, że zobaczę “coś więcej”.  Ta ekscytacja, kiedy chodzę po kilkanaście kilometrów dziennie, ale pójdę jeszcze za kolejny róg, bo może tam napotkam coś niesamowitego. Najbardziej lubię odkrywać miasto po swojemu. Bez przewodnika, a jedynie z listą miejsc w głowie, które chcę odwiedzić. Chodząc z jednego miejsca do drugiego, często napotykam po drodze mnóstwo innych atrakcji o których istnieniu nie miałam nawet pojęcia. To jest w tym wszystkim takie fajne.

Największą pamiątką ze wszystkich podróży są dla mnie fotografie. To one najbardziej oddają klimat danego miejsca, a okoliczności, w których się je robi, przywołują wspomnienia. Pamiątki kupione na straganie nawet w najmniejszym stopniu nie oddadzą tej magii.

Dzięki rodzicom miałam możliwość podróżowania od najmłodszych lat. Na pierwszej zorganizowanej kolonii byłam, kiedy miałam zaledwie 10 miesięcy 🙂 Rzecz jasna, nie byłam uczestnikiem wycieczki, ale chęć “odkrywania nowego” towarzyszy mi od dzieciństwa. Każde miejsce w Polsce i na świecie, które udało mi się odwiedzić wywołało na mnie inne wrażenie. W jednych miejscach się zakochałam jak np. w Grecji, Austrii, Bułgarii czy Włoszech, inne odegrały istotną rolę w moim życiu jak np. Niemcy, Holandia czy Turcja, inne budzą we mnie mieszane uczucia jak np. Tunezja, Egipt czy Czechy, a innych już praktycznie niestety nie pamiętam jak np. Hiszpanii czy Węgier. W każdym z tych państw można odkryć coś zupełnie nowego. Ja lubię poznawać inny kraj poprzez zapoznanie się z miejscową ludnością. To od nich mogę dowiedzieć się o tym, co robią na co dzień, jakie są ich obyczaje, jak imprezują, a nawet jakie są ich  zarobki czy poznać ich podejście do życia. Żadne mosty, pomniki i muzea nie oddadzą tego, co może dać zwykła rozmowa, choćby nie wiadomo jak piękne one były.

A wracając do bardziej aktualnych planów to już za 8 dni wyjeżdżam do Niemiec do moich ukochanych rodziców. Pierwszy raz w życiu spędzę święta w innym kraju. Niedługo potem jadę na Majówkę do Krakowa, Oświęcimia i Energylandii, a na początku czerwca prawdopodobnie polecę do Brukseli. To chyba najpiękniejsze informacje, jakie mogę Wam tutaj napisać od dłuższego czasu. Cudownie.

#zapalonypodróżniklevelexpert 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *