Kraków, Energylandia, Auschwitz-Birkenau -> spring breakers

W końcu pojechaliśmy na naszą długo wyczekiwaną wycieczkę do Krakowa. To był chyba pierwszy wyjazd w moim życiu, który postanowiłam choć trochę zaplanować, a nie jak zawsze zostawić wszystko na ostatnią chwilę i zwiedzać potem wszystko na spontanie. Pomimo tego, że zabraliśmy się za poszukiwania hotelu prawie miesiąc przed wyjazdem (jak na nas to naprawdę baaardzo wcześnie) to już praktycznie nie było żadnych wolnych pokoi. Jednym z ostatnich wolnych hoteli, który nie życzył sobie jakiejś kosmicznie wygórowanej ceny, był jednogwiazdkowy hotel MISTiA. Jest to raczej miejsce dla mniej wymagających gości, ale naprawdę bardzo czyste. Ja z uwagi na swe pedantyczne usposobienie zajrzałam we wszystkie kąty i o dziwo miło się zaskoczyłam. Koszt jednego noclegu w pokoju 2-osobowym w okresie majówki wynosi 60 złotych za osobę więc nie jest to wygórowana kwota. Ogromnym plusem jest fakt, że hotel znajduje się w ścisłym centrum – 5 minut od Dworca Głównego oraz 10 minut pieszo od Rynku. Ponadto bardzo uprzejma obsługa służy nieodpłatnie pomocą w wielu dziedzinach.

Po dotarciu w piątek na miejsce powitała nas ogromna ulewa. Mieliśmy jeszcze 3 godziny do zameldowania się w pokoju, ale na szczęście z zostawieniem bagażu w hotelu nie było najmniejszego problemu (kolejny plus). Ze względu na niesprzyjającą aurę zrobiliśmy rundę po sklepach w  Galerii Krakowskiej, a potem poszliśmy się rozpakować. Popołudniu spotkaliśmy się z moją kuzynką, która pomimo deszczu oprowadziła nas po najważniejszych miejscach w centrum Krakowa.

Tutaj zatrzymam się na chwilę przy temacie bryczek, które wożą turystów po Rynku i innych zakątkach Krakowa. Za każdym razem, kiedy widzę tego typu “atrakcje” to dosłownie nóż mi się w kieszeni otwiera. Kiedyś nie miałam takiej świadomości jak to wszystko wygląda, ale odkąd rok temu koń padł z wyczerpania na wrocławskim rynku to zaczęłam bardziej krytycznie patrzeć na ten precedens. Średnia długość życia konia to około 25-30 lat. Natomiast koni, które wożą ludzi w przeładowanych bryczkach to nawet 3 lata… We Wrocławiu chociaż bryczek jest stosunkowo mało w porównaniu do Krakowa. Mam nadzieję, że coś się w tej kwestii zmieniło i konie mają jakąkolwiek możliwość wybiegania się w otwartej przestrzeni (jeśli ktoś jest obeznany w temacie to śmiało piszcie). Mnie niestety jeden z takich koni przez moją nieuwagę by staranował więc polecam mieć oczy otwarte dookoła głowy.

W piątkowy wieczór wyruszyliśmy na poszukiwanie jakiejś dobrej restauracji. Przed deszcz i brak ogródków piwnych ciężej było cokolwiek znaleźć, a “schowana” struktura krakowskiego rynku wcale tego nie ułatwiała. Bowiem na Rynku jest pełno szyldów do lokali, które znajdują się w korytarzach i tunelach we wnętrzu kamienic. Bardzo łatwo jest więc przeoczyć bardzo wiele ciekawych miejsc. My praktycznie już od niechcenia (a byliśmy okropnie głodni) udaliśmy się do restauracji The Spaghetti, która znajduje się w samym Rynku. Jest to lokal, który zachęca ogromną ilością win wszelkiego rodzaju oraz klasycznym włoskim jedzeniem. My zdecydowaliśmy się na pizzę i śmiało mogę stwierdzić, że była to jedna z najlepszych pizz w życiu jakich miałam okazję skosztować. Cienkie ciasto oraz ekologiczne włoskie składniki (wszystkie potwierdzone certyfikatem) sprawiły, że szczerze zakochałam się w tym miejscu. Można porównać ją do prawdziwej włoskiej pizzy, którą je się jedynie z oliwą. Także mieliśmy spore szczęście, że z marszu trafiliśmy na coś naprawdę dobrego.

Sobota była dniem zwiedzania Krakowa. Stałe punkty jak Rynek, Wawel, smok wawelski itd. Jeśli chodzi o Wawel to szczególnie polecam udać się na wystawę Damy z gronostajem Leonardo da Vinci (dostępna do 7 maja br. w Zamku Królewskim na Wawelu, a potem przeniesiona do Muzeum Książąt Czartoryskich) oraz Reprezentacyjne Komnaty Królewskie. Dobre rozwiązanie organizacyjne jest takie, że wszyscy wchodzą na konkretne godziny więc można na spokojnie bez tłoku sobie pozwiedzać. Tutaj mogę polecić polsko-gruzińską restaurację Chaczapuri. Ja wybrałam tradycyjne gruzińskie pierogi chinkali, natomiast Paweł skusił się na Danie Szefa, tj. wieprzowe mięso podawane z duszonym warzywami oraz dodatkiem do wyboru. Jedzenie pyszne, świeże, a ceny także nie za wysokie jak na samo centrum miasta. Trzeba tylko pilnować obsługę, ponieważ czekałam na piwo prawie 40 minut pomimo faktu, że przypominałam o nim kelnerce kilka razy. Mimo to szczerze polecam, bo jedzenie broni się samo.

Najbardziej wyczekiwanym punktem całego wyjazdu była wizyta w Energylandii. Tutaj taka rada dla osób podróżujących innymi środkami lokomocyjnymi niż własny samochód. Najlepszą (a do okresu wakacyjnego jedyną) formą dostania się do Zatoru jest podróż busem z Dworca Autobusowego przy Galerii Krakowskiej. Polecam jednak zakupić bilety wcześniej, ponieważ liczba chętnych osób jest ogromna, a bus o godzinie 8.15 tylko jeden i kierowca nie zgodził się wziąć wszystkich chętnych (w tym m. in. nas). W związku z tym byliśmy zmuszeni pojechać busem o godzinie 10.15. Na szczęście w okresie majówki nie było aż takich kolejek w parku więc nie odczuliśmy straconych 2 godzin. Co do samego parku, to jest tutaj strefa ekstremalna, familijna, bajkowa i typowa dla dzieci. Park jest spory, a kolejne atrakcje są wciąż dobudowywane. Niestety reklamowany w telewizji Speed Water Coaster nie jest jeszcze oddany do użytku więc nie mogliśmy z niego skorzystać. My oczywiście korzystaliśmy głównie z atrakcji strefy ekstremalnej, ale każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Ogromną zaletą obiektu jest to, że wszystkie sprzęty są zupełnie nowe, co daje zdecydowane większe możliwości w osiągnięciu szybkiej prędkości oraz w zapewnieniu bezpieczeństwa. Cena biletu wynosi 109 złotych (brak ulg studenckich), ale w odniesieniu do liczby atrakcji jest ona bardzo adekwatna. My na pewno odwiedzimy to miejsce jeszcze nie raz.

Wieczorem wybraliśmy się na kolację do restauracji o obiecującej nazwie Sycylia. Skusiły nas niskie ceny oraz całkiem ładny wystrój. Jednak to, co działo się później przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. O ile jeszcze moja pizza była całkiem  znośna to tagliatelle z sosem grzybowym Pawła okazało się rozgotowanym makaronem z sosem z  pieczarek. Ponadto czekaliśmy na naszą ucztę prawie godzinę (pomimo stałego przypominania o nim kelnerce, która na dodatek okazała się pijana) chociaż zapowiedziany czas wynosił 30 minut. Gdyby nie fakt, że byliśmy okropnie głodni to z pewnością byśmy stamtąd wyszli. Chociaż sądząc po zachowaniu obsługi, to nikt by nawet tego nie zauważył. Także odradzam to miejsce każdemu.

W ostatni dzień udpaliśmy się do byłego obozu koncentracyjnego w Auschwitz-Birkenau. Jest to Miejsce Pamięci poświęcone byłym więźniom KL Auschwitz. Mieliśmy wiele oporów przed odwiedzeniem tego miejsca, ale stwierdziliśmy, że chociaż raz w życiu każdy powinien odwiedzić to straszliwe miejsce. Ze względu na duże zainteresowanie muzeum w okresie majówki zdecydowaliśmy się wykupić opcję zwiedzania grupowego z przewodnikiem, aby mieć pewność, że uda nam się nabyć bilety. Pomimo wcześniejszej rezerwacji nie było już wolnych miejsc w polskich grupach więc kupiliśmy wejściówki do grupy włoskiej i niemieckiej, a potem oddzieliliśmy się i zwiedzaliśmy na własną rękę. Sam kompleks ciężko opisać słowami. Natomiast, o ile mogę w tym wypadku użyć tego słowa, bardzo podobała mi się atmosfera w jakiej przybyli odkrywali to miejsce. Pełny szacunek poprzez zachowanie powagi, w wielu miejscach ciszy, a nawet nierobienie zdjęć (a już na pewno nie sobie). Cieszę się, że to miejsce nie stało się kolejną atrakcją turystyczną, a pamiątką upamiętniającą straszliwą zbrodnie dokonaną przez nazistów. Poza książkami, albumami oraz widokówkami nie zakupimy tutaj żadnych innych pamiątek (magnesów, długopisów, zapalniczek). Wiele osób “choruje” po wizycie tutaj, ale uważam, że jest to patriotyczny obowiązek każdego Polaka i nie tylko.

Jeżeli podobają Wam się takie relacje lub macie jakieś inne godne polecenia miejsca w Krakowie i okolicy to śmiało piszcie. Za miesiąc będę w Brukseli więc również mogę opisać miejsca, na które warto zwrócić uwagę. Miłego odpoczynku Wam życzę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *