o wierze w siebie słów kilka

To już tydzień jak wróciłam z Warszawy, a ja wciąż nie mogę wejść na pełne obroty. Zawsze z tyłu głowy jest ta myśl, że mogłam zrobić więcej, a to leżenie i oglądanie seriali tylko sprawiło, że jestem krok dalej do osiągnięcia celu. Tylko w zasadzie jakiego celu? Ostatnio jestem coraz bardziej niezdecydowana i nie wiem, co powinnam zrobić dalej. W którą stronę pójść? Z jednej strony jest mnóstwo czasu i możliwości, ale z drugiej zawsze są jakieś ograniczenia. Chyba też nie do końca w siebie wierzę, bo zdaję sobie sprawę z tego, czego jeszcze nie potrafię albo już zapomniałam, a nie zwracam uwagi na to, że inni mogą mieć dokładnie takie same obawy. No, ale taka już jestem. Za bardzo się wszystkim przejmuję (ale to już chyba każdy wie kto mnie zna). Jak muszę spiąć tyłek i dać z siebie wszystko to wiem, że potrafię, ale ciężko zmobilizować się na co dzień. I to widać nie tylko na polu zawodowym, ale także w innych obszarach życia. Ostatnio miałam pierwszy trening personalny z trenerem to choć było mi momentami naprawdę ciężko to wiedziałam, że muszę zacisnąć zęby i pokazać na co mnie stać. A kiedy jestem sama i nie mam przysłowiowego kija nad sobą to sobie czasem odpuszczam. Chociaż siłownia to jedyne, co mi w życiu mocno wychodzi i czuję się tam coraz lepiej. Co prawda, dalej ciężko mi się przebrać w dresy i po prostu wyjść z domu, ale kiedy już tam jestem to robię wszystko na 100%. Gorzej z pisaniem pracy licencjackiej, do której się tak zbieram i zbieram. Odkąd więcej ćwiczę i spędzam wieczory na kursie francuskiego to jedyne, co robię w domu to leżę, śpię i jem. I tak na zmianę, w dowolnej kolejności. Niby sobie obiecuję, a i tak wychodzi jak zwykle. Ciężko być perfekcyjnym.

To właśnie odróżnia mnie od ludzi sukcesu – oni nie marnują wolnego czasu na leżenie i marudzenie, a wykorzystują go maksymalnie na swój samorozwój. To niby takie proste, a jednocześnie tak trudne do osiągnięcia. W końcu, co drugi człowiek na Ziemi milionerem nie jest, a teoretycznie każdy mógłby nim zostać. Nauka nic nie kosztuje, wysyłanie wszędzie CV, jeżdżenie na zagraniczne staże, praktyki, szkolenia często też nie. Więc co tak naprawdę blokuje tylu ludzi przed tym, aby spełnili swoje marzenia i doświadczyli tego, co wydaje im się takie odległe i kompletnie nieosiągalne? Brak wiary w siebie i swoje umiejętności? Strach? A może coś zupełnie innego? Nie napiszę Wam teraz – ruszcie się i walczcie o swoje (chociaż tak powinnam zrobić), kiedy sama przewalam swoje dnie na oglądaniu Diagnozy czy Belfra (tak nawiasem to nowy sezon KOZAK). Ale warto zacząć od drobnych rzeczy, których realizacja przyjdzie nam zdecydowanie łatwiej. Zawsze jest jakaś szansa, a to, że firma, w której zostawiliście swoje CV, się do Was nie odezwie wcale nie oznacza, że się do tej pracy nie nadajecie. Może na załączonym zdjęciu przypominacie babce z HR jej byłego męża albo na Wasze CV po prostu rozlała się kawa? Powodów może być milion dlatego nie poddawajcie się (ja również) i próbujcie spełniać sami swoje marzenia/cele, bo osiągnięcie czegoś ciężką pracą daje zdecydowanie największą satysfakcję.

2 komentarze do “o wierze w siebie słów kilka

  1. Czesc Klaudia
    Jestem czytelniczka twojego bloga od poczatku i wielka fanka. Jestes dla mnie inspiracjom! Ile juz schudlas i jak to zrobilas? Zrobilabys posta jakie cwiczenia wykonujesz? Co polecasz jesc?
    Buziaczki

    • Jest mi naprawdę bardzo miło. Odnośnie ćwiczeń to dopiero niedawno rozpoczęłam stricte trening siłowy z trenerem personalnym więc ciężko mi uchodzić za eksperta w tej dziedzinie, ale może za jakiś czas taki post się pojawi. W weekend na pewno będzie kolejny wpis więc serdecznie zapraszam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *