wytrwałość

Kiedy próbuję przeanalizować ostatni rok mojego życia to zauważam, że są w nim pewne okresy, które w danym momencie określają czym jestem pochłonięta. Dla przykładu: ostatnie 2 miesiące 2017 roku spędziłam praktycznie nie wychodząc z siłowni. Jednak, kiedy tylko nadeszły święta oraz wyjazd do Zakopanego, a zaraz potem sesja to zmieniłam całkowicie tryb życia. Zawsze musiałam zmuszać się do ćwiczeń (poza tańcem, pływaniem i nartami), ale jakoś dawałam radę. Przez cały styczeń byłam tam całe 2 razy i może dobrze, że to tutaj napiszę, bo przynajmniej zrobi mi się wstyd. Plany i założenia były zupełnie inne. Znów się poddałam i znów próbuję wrócić jednak przez podróżnika jest to naprawdę bardzo trudne – właśnie wróciłam z Pragi, a zaraz już do Niemiec.
Kiedyś byłam silniejsza. Potrafiłam trzymać ścisłą dietę przez kilka miesięcy i widzieć efekty, żeby potem wyjechać na kilka miesięcy i od nowa wszystko zaczynać. Zero we mnie stałości i wytrwałości. Czasami jest mi aż siebie żal, że jestem taka słaba w tym marnym postanowieniu. Dla porównania w innych dziedzinach życia jestem totalną perfekcjonistką i nie dopuszczam do siebie porażki.
“Ludzie mają tyle problemów w życiu, a ta ma problem, żeby pójść na siłownię czy nie zjeść jogurtu z kuleczkami” – żałosne, wiem. Być może, gdyby ktoś poza mną samą mnie nie akceptował byłoby mi łatwiej lub gdybym miała  jakieś problemy zdrowotne. Rzeczywiście, wtedy motywacja jest silniejsza.
Nie chcę, żebyście pomyśleli, że się żalę (choć w zasadzie to robię), ale co zrobić, żeby chciało mi się bardziej i żebym wytrwała w tym, co zaczynam? Wszelkie rady mile widziane 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *