po co to robię?

Wow, od ostatniego razu tutaj byłam w tylu ciekawych miejscach, spróbowałam tylu nowych rzeczy i poznałam kilka naprawdę wartościowych osób, a przy okazji ślęczałam nad licencjatem i wytrwale trenowałam (nareszcie!). Może właśnie dlatego tak długo mnie tutaj nie było, choć podejść i zapisanych szkiców było naprawdę wiele. Wrzucanie tych wszystkich zaległości tutaj raczej nie ma sensu. Ewentualnie w formie typowo fotograficznych wpisów, pomyślę nad tym..

Tak czy inaczej stwierdzam, że tęskniłam za moją obecnością tutaj. Ta strona to taki mój mały zakątek, na którym każda litera, słowo, zdanie zostało napisane przeze mnie. Czasem niektóre wpisy były kompletnie pozbawione większego sensu, ale były w pełni moje. Blogowanie dla mnie to coś zupełnie innego niż prowadzenie Instagrama czy innego medium społecznościowego. Tutaj zawsze jest mniej widzów, bo nie zjedziesz palcem w dół, nie dasz serduszka do obrazka, o którym zapomnisz 30 sekund później. Tutaj trzeba osobno wpisać adres, coś przeczytać, pomyśleć, a czasem przeanalizować, zastanowić. W dzisiejszych czasach, kiedy wszyscy pędzą i nie próbują wniknąć “głębiej” to zdecydowanie duży wysiłek. Dlatego też bardzo mnie cieszy, kiedy widzę ilu z Was go podejmuje, żeby dowiedzieć się, co tym razem tu naskrobałam. To totalnie motywujące!

Przez ostatnie 3 miesiące poznałam się lepiej niż przez całe swoje życie. Zawsze sądziłam, że jestem tchórzem, który boi się podjąć ryzyko; że nie mam siły, ani woli walki; że jestem słaba i nikt nie zauważa moich starań. Mogłabym naprawdę długo wymieniać, ale po co skoro to wszystko okazało się nieprawdą? Kilka tygodni temu skoczyłam z dachu Stadionu Narodowego we Wrocławiu i już planuję kolejny skok w Dubaju, sporo moich ubrań w końcu jest na mnie za duża, a ja wreszcie zaczęłam walczyć o moje zawodowe marzenia. I choć nie wszystko mi się udaje, bo czasem wypiję piwo czy zjem pizzę albo nie dostanę się na ważne projekty, to nie załamuję rąk. W końcu osiągnęłam balans. Kiedy przez 2 dni jestem na wyjeździe i moja dieta ląduje w koszu, to zaraz po powrocie lecę na trening i znów zdrowo jem. Bez spiny. Kiedy dostanę 2 odmowy to wysyłam kolejne 50 zgłoszeń i też jest okej. I wiecie co? Od momentu, w którym nauczyłam się słuchać siebie zaczęłam zauważać efekty na każdym polu. Nie pamiętam, kiedy byłam tak szczęśliwą osobą jak jestem teraz. Dostrzegłam nareszcie sens w tym, co cały czas robię. I choć bywają trudne momenty, porażki, to idę spać i rano zaczynam wszystko od nowa.

I właśnie dlatego blogowanie sprawia mi taką frajdę. Bardzo rzadko, ale wracam czasem do swoich postów i porównuję je do tego, jak teraz wygląda moje życie, jaka jestem teraz. Zauważam, że nad niektórymi problemami muszę stale pracować, a że niektóre są już całkowicie za mną. Do tego wpisu pewnie też wrócę za rok i pewnie się tylko uśmiechnę pod nosem, spoglądając na moje początki lepszego życia. 🙂

Dobrze było do Was wrócić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *