#10yearschallenge

Ostatnio w sieci, a w szczególności na Instagramie dość popularny stał się tzw. #10yearschallenge, czyli kolaż zdjęć ukazujący nas właśnie z przed pewnej ilości lat oraz w obecnym wydaniu (o tutaj). Ta niby zwykła zabawa zainspirowała mnie do dokonania głębszej wewnętrznej analizy samej siebie.

Jak się zmieniłam wewnętrznie oraz zewnętrznie i czy w ogóle to zrobiłam?

Z perspektywy danego momentu ciężko odpowiedzieć sobie na to pytanie. Codziennie widzimy się w lustrze, spotykamy z podobnymi ludźmi, a większe zmiany z reguły zachodzą w dłuższym okresie naszego życia. Jednak, kiedy już dostrzeżemy jakieś zmiany, to warto przyjrzeć im się głębiej. Nawet, jeśli tak ja miało się wówczas zaledwie 13 lat…

Spoglądając na zdjęcia „dawnej mnie” pierwsze, co przykuwa moją uwagę, to zdecydowanie niebanalne stylizacje, którymi mogło nacieszyć oko całe moje gimnazjum oraz podstawówka. Ale wbrew pozorom, wcale nie czuję się z tego powodu zażenowana, a nawet uśmiecham się pod nosem. Faktem jest to, że z pewnością jestem jeszcze tym rocznikiem, które miało prawdziwe dzieciństwo. Pomimo komputera w domu, to wolałam więcej czasu spędzać bawiąc się w bibliotekę albo tańcząc godzinami do teledysków Britney Spears z moją ulubioną M.

Potem przyszło gimnazjum, chociaż do tej pory uważam, że faza nastoletniego buntu gdzieś mnie ominęła w odróżnieniu od pierwszych zauroczeń i miłości. W tym temacie mogłabym zdecydowanie więcej opowiedzieć, ale przekażę tylko wiadomość do siebie jako młodszej koleżanki (w zasadzie obecnie także): szacunek i zrozumienie to podstawa podstaw. To właśnie empatia pozwala nam wczuć się w sytuację drugiej osoby i dzięki temu nie krzywdzić jej tym, co dla nas wcale krzywdzące nie jest. Mowa tutaj szczególnie o pewnych zachowaniach i wypowiedzianych słowach. Często z pozoru zupełnie niewinnych. Szacunek z powyższym jest mocno związany, a w połączeniu z prawdziwym zaufaniem pozwoli nam zbudować piękną i trwałą relację (of course, jeśli nie trafimy przy okazji na zwykłego  idiotę 🙂

Ostatnio spotkałam się z dawnym znajomym, który powiedział mi, że w zasadzie to się za wiele nie zmieniłam (za punkt wyjściowy przyjął czasy licealne). Nie wiem, co dokładnie miał na myśli, ale podejrzewam, że nad wyraz duże gadulstwo, niespełnione ambicje i mój nieposkromiony talent do opowiadania żartów, z których głównie śmieję się ja. A tak na poważnie, to dalej staram się osiągnąć więcej, być wyżej i móc więcej. Choć wiele razy upadłam, coś spieprzyłam albo zwyczajnie dopadło mnie lenistwo, to staram się chociaż w niewielkim stopniu rozwijać na jakiejś płaszczyźnie. Być może nie idę jak burza, ale spokojnie, stabilnie do celu.

Natomiast, jeśli mowa o wyglądzie, to na moim przykładzie widać, że dla każdego jest nadzieja. W dalszym ciągu poprawiłabym w sobie masę rzeczy i zdaję sobie sprawą, że nad wieloma z nich muszę po prostu sama ciężko popracować, ale żyję teraz ze świadomością, że SIĘ DA. A poczucie tej mocy naprawdę wiele zmienia. Kiedyś nie wierzyłam w siebie zupełnie, doszukiwałam się tylko samych swoich wad, nie ukazując przy tym tego, co było moim atutem. Teraz dalej widzę te wszystkie niedoskonałości, ale nauczyłam się po części z nimi żyć. Być może musiałam do tego dojrzeć? Nie wiem. Na pewno nie jestem jeszcze na etapie #selflove, ale staram się i coraz lepiej mi idzie.

Na przestrzeni lat wiele się zmieniło, a w zasadzie wiele się nauczyłam. Z pewnością nabyłam wiele negatywnych cech, które kiedyś mi nie towarzyszyły, ale także zaczęłam doceniać siebie. W tych najmniejszych, z pozoru nic nieznaczących sprawach, ale to właśnie one dają mi kopa do tego, żeby walczyć o swoje i nie bać się czasem zaryzykować.

Parę zdjęć na przestrzeni 2008-2011 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *