Mała wielka zmiana

Zdecydowanie za długo się tutaj nie odzywałam. Jednak od powrotu Chorwacji coś się we mnie zmieniło, odcięłam się, obciążyłam pracą i sporą ilością innych zajęć. Stałe wyjazdy, 2 pracę, uczelnia (potem ta przeklęta sesja), praca magisterska, lekcje francuskiego, a przy okazji jednak chęć spędzenia czasu z najbliższymi i znajomymi. W efekcie spanie po 4-5 godzin stało się pewnego rodzaju normą, a świadomość, że “zawaliłam” coś po raz kolejny zaczęła mnie dobijać. Brak czasu i siły na siłownię, jedzenie na mieście i odsypianie w domu #NOpower. Można się domyśleć jak się to skończyło.. Rzuciłam jedną pracę, zaczęłam nadrabiać zaległości, przerwałam lekcje francuskiego, a moja sylwetka od dawien dawna nie prezentowała się tak źle jak teraz. Ale cóż… czas wrócić do gry. Nie od jutra, poniedziałku, pierwszego. Po prostu wtedy, kiedy tylko będę mogła. Zacząć w końcu robić coś dla siebie, co nie będzie stale niszczyło mojego zdrowia 😉 Czy wytrwam? Pewnie po raz kolejny nie na stałe. W końcu taki już mój urok. Natomiast powrót do również złego, ale stabilnego stanu sprzed kilku miesięcy bardzo by mi odpowiadał. W końcu wiem, że potrafię. W końcu już to kiedyś zrobiłam. Nie ukrywam, że ciężko znaleźć na nowo pokłady w sobie tej determinacji i wytrwałości. Szczególnie, kiedy moje życie pędzi jak szalone, a ja średnio każdego miesiąca jestem w innym państwie. Ale nie ukrywam, nareszcie się spełniam. Robię to, co kocham. Coś, co sprawia mi przyjemność i dzięki czemu mogę się zresetować i popatrzeć na wszystko z dystansu. Czuję, że robię coś wartościowego, że moje życie nie zamieni się w zwykłą rutynę, kiedy nie będę w stanie przypomnieć sobie, co robiłam dnia poprzedniego. Chcę więcej. Zawsze chciałam. I choć kiedyś ciągle blokowało mnie zdanie i oczekiwania innych, to teraz nareszcie żyję według własnych zasad. Sama ustalam, co jest dla mnie najlepsze, a to, że chcę coś zmienić wynika wyłącznie z wewnętrznej potrzeby, a nie chęci przypodobania się komukolwiek. Tyczy się do każdego aspektu, także relacji. Zrezygnowałam z tych toksycznych, odcięłam się i poczułam ogromną ulgę. Choć nie ukrywam, że dalej czasem tęsknię. Jednak jesteśmy w stanie przyzwyczaić się nawet do tego złego i odczuwać później jego brak. Trzeba jednak czasem egoistycznie popatrzeć na swoje dobro i swój rozwój. Kolejne miesiące przyniosą jedne z ważniejszych zmian w moim życiu. Jak sobie z nimi poradzę i na co się zdecyduje? Kto wie. Ale jestem dobrej myśli. Nareszcie się wyspałam, jestem w pociągu z Gdańska po zobaczeniu niesamowitego koncertu i liczę, że jak wysiądę, to nie będzie padać. Ot, takie małe rzeczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *