co mnie czeka w 2021, czyli nieoczywiste postanowienia noworoczne

Jak to mówią „Nowy Rok, nowa ja”. Niestety w większości przypadków bardziej się sprawdza powiedzenie „Nowy Rok, stara ja”. I tak bywało zazwyczaj też u mnie. Nie robiłam nigdy listy planów ani postanowień noworocznych. Oczywiście mówiłam sobie, że od stycznia wezmę się za siebie, schudnę 10 kilogramów albo że zacznę więcej uczyć się francuskiego. Wszystko takie mało konkretne, nie pokazujące mi w żaden sposób jak mam te cele osiągnąć. Po prostu ma być i koniec. Jak się pewnie domyślacie – nic się nie zmieniło. Nad niektórymi z nich chociaż się pochyliłam i podjęłam próbę, aby coś zdziałać, ale moja ochota i motywacja, jak szybko się pojawiła, tak szybko zniknęła. W tym roku nauczona błędami z poprzednich lat postanowiłam wrzucić na luz i przejść do metody małych, codziennych kroczków. Mówi się, że to właśnie SYSTEMATYKA jest kluczem do sukcesu. Dlatego ja postanowiłam skupić się na procesie, a nie na celu samym w sobie. W związku z tym stworzyłam listę postanowień, w których zawarłam 15 mniej i bardziej szczegółowych celów oraz praktyk zahaczających o najważniejsze aspekty mojego życia. Chciałam, aby było to coś, co sprawi mi przyjemność i jednocześnie zmotywuje do codziennego wysiłku. Swoje postanowienia wdrożyłam 5 stycznia i jak na razie ich realizacja (o dziwo!) idzie mi całkiem dobrze. Wciąż nie jest idealnie, ale jak na 10 dni zrobiłam już naprawdę wiele. Codziennie spisuję mały raport podsumowujący to, co udało mi się danego dnia osiągnąć, a do czego powinnam przyłożyć się bardziej.

  1. Jedzenie minimum 2 warzyw dziennie w dowolnej postaci. Niby nic specjalnego? Nie dla mnie! Pomimo tego, że lubię warzywa to mam ogromny problem z regularnym ich jedzeniem. Czuję, że mój organizm potrzebuje więcej witamin, a to najlepszy sposób, żeby je sobie dostarczyć. Zdaję sobie sprawę, że powinno się jeść około 450 gram warzyw dziennie, jednakże od czegoś trzeba zacząć.
  2. Jedzenie minimum 1 owocu dziennie ze względów takich samych jak powyżej.
  3. Picie 1,5-2,5 litra wody dziennie. O tym, że nawodnienie jest ważne wie chyba każdy. Ja jako posiadaczka suchej cery, która nie pija za często herbat, a kawy w ogóle podwójnie doceniam regularne picie wody. Teraz staram się na bieżąco kontrolować, ile spożywam płynów poprzez trzymanie szklanki/bidonu w zasięgu wzroku i muszę przyznać, że to faktycznie pomaga.
  4. Praktykowanie jogi minimum 2 razy w tygodniu. Coś dla ciała i dla ducha.
  5. Standardowy trening minimum 2 razy w tygodniu, włączając w to zajęcia salsy i inne dodatkowe aktywności. Na razie niestety wychodzą mi tylko w miarę regularne spacery, ale nad tym także w końcu popracuję.
  6. Minimum raz w tygodniu medytacja lub relaksacja. Póki co próbowałam tych od Gosi Mostowskiej i jestem naprawdę zadowolona. Lepiej mi się po nich myśli, potrafię popatrzeć na coś z perspektywy widza i uspokoić się/wyciszyć, nawet gdy wcześniej coś bardzo mnie zezłościło. Wcześniej nie sądziłam, że 10 minut głębokich oddechów i leżenia może zdziałać aż takie cuda.
  7. Nauka codziennie 5 nowych słówek z francuskiego i angielskiego. Tej metody nauczyłam się w liceum, kiedy to na każde zajęcia musieliśmy nauczyć się określonej partii słownictwa oraz regularnie powtarzać wszystkie poprzednie. Tak wypracowuje się nawyk codziennej nauki, a do tego słówka zostaną w pamięci na długo, bo nie stosuje się tutaj metody wykuć-zdać-zapomnieć. W ciągu miesiąca jestem w stanie przyswoić około 150 nowych wyrażeń, poświęcając na to zaledwie kilka minut dziennie.
  8. Ograniczenie słodyczy (nie wychodzi!) i zamawianego jedzonka do około 2 razy w ciągu tygodnia. No niestety, tutaj od samego początku przegrałam na starcie. Jednakże druga część postanowienia dotyczyła tego, aby liczyć kalorie regularnie (ja używam do tego aplikacji Fitatu) i spożywać około 1700 kcal dziennie, czyli tyle ile powinnam na redukcji. Pomimo jedzenia słodyczy udaje mi się zazwyczaj tego dokonać, ale fakt, powinnam bardziej skupić się na odżywczości posiłków (patrz punkt 1. i 2.).
  9. Olejowanie włosów minimum 2 razy w miesiącu. Moje włosy w ostatnim czasie mocno odżyły. Stosowanie samych naturalnych szamponów i odstawienie prostownicy po keratynowym prostowaniu bardzo im pomogło po zniszczeniach jakich dokonałam w trakcie pobytu w Chorwacji. Na ten moment postanowiłam jednak wrócić do moich naturalnych włosów, ponieważ na takich loki trzymają się dłużej. Znowu, więc używam prostownicy, ale zakupiłam sobie ostatnio profesjonalną, której używa się w salonach fryzjerskich po tym, jak mój ukochany Remington wyzionął ducha. Ponoć ta mniej niszczy włosy (to się okaże). Niemniej jednak do codziennego stosowania masek, olejków, płukanek i innych serum postanowiłam w końcu dołożyć regularne olejowanie.
  10. Obronić pracę magisterską (nareszcie!). Ciągnie się to za mną już zdecydowanie za długo. Nie do końca z mojej winy, ale jednak. Na szczęście zmobilizowałam się i po prawie roku poprawiłam w końcu jeden z moich czterech rozdziałów i jeśli wszystko pomyślnie się ułoży, to w marcu uzyskam tytuł magistra.
  11. Zdać testy EPSO, które zakwalifikują mnie na listę osób, które zapraszane są na rozmowy rekrutacyjne na różne stanowiska w instytucjach unijnych. Sama pracuję już w jednej z nich, ale zdanie testów jest praktycznie niezbędne, abym mogła rozwinąć swoją karierę jeszcze mocniej.
  12. Wyjechanie w zagraniczne podróże chociaż 3/4 razy do roku. Choć obecna sytuacja niewiele na to wskazuje, to mam nadzieję, że uda mi się wrócić do mojego największego hobby. Na ten moment zaopatrzyłam się w samochód, więc podróże po Polsce jak najbardziej mile widziane.
  13. Nieprzejmowanie się błahymi sprawami!!! Nie wiem czy jestem osobą wrażliwą, ale na pewno dość emocjonalną. Kiedy coś mnie martwi, to myślę o tym praktycznie przez cały czas. Najgorzej, że z równowagi potrafią mnie wyprowadzić nawet największe błahostki. Dlatego w tym roku postanowiłam w końcu się wyciszyć i wyluzować. Pomocna ku temu będzie z pewnością medytacja.
  14. Oszczędzanie i kontrolowanie swojego budżetu. Z oszczędzaniem jako tako nigdy nie miałam problemu. Z osobnego budżetu przeznaczonego na podróże i niespodziewane wydatki korzystam już od kilku lat. Jednakże takie bieżące pieniądze uciekają mi czasem przez palce. Teraz staram się lepiej przyglądać swoim zakupom i kupować trochę mniej ubrań, które i tak już ledwo mieszczą się w dwóch szafach pomimo regularnych przeglądów.
  15. Codziennie mówienie lub robienie dla kogoś coś miłego, a chociaż raz w tygodniu randka lub wspólna aktywność z moim partnerem. Od niedawna dostrzegam, że dobro naprawdę powraca i m.in. pozytywna atmosfera w pracy może zdziałać cuda. Tutaj nie chodzi o to, żeby robić coś kosztem siebie, ale mi osobiście drobne, naturalne sprawianie przyjemności innym przynosi ogromną radość. Sama bardzo zwracam uwagę na takie drobne gesty w stosunku do mnie, więc chcę także dawać szczęście innym (o ile tak to można nazwać). Natomiast poszukiwanie nowych aktywności lub wspólne spędzanie takiego wartościowego czasu może być idealną okazją do tego, aby zbliżyć się do siebie jeszcze mocniej oraz dostrzec tę magię z początku relacji.

Z tyłu głowy mam jeszcze więcej pomysłów, ale pozwolę im się w ciszy wyklarować w mojej głowie. W końcu nie można aż tak wszystkiego planować i trzeba wpuścić trochę spontaniczności do mojego poukładanego życia na etacie. Mam nadzieję, że część z moich postanowień zainspiruje Was do stworzenia swoich własnych list, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *