znowu zaczęłam wszystko od nowa

Ostatnio dostrzegłam, że moją jedyną stałą jest brak stałości. W moim życiu ciągle się coś zmienia i najczęściej są to totalnie nieplanowane zmiany. Pomimo tego, że ułożyłam sobie plan działania na najbliższe miesiące, to znów musiałam dokonać modyfikacji i rozpocząć wszystko od nowa. Z jednej strony to trochę przykre, że nie możemy być niczego pewni w 100%. Mowa tutaj zarówno o rzeczach, innych osobach, jak i nas samych. Nigdy nie wiemy, jak zareagujemy w danej sytuacji, a co dopiero ktoś inny. Możemy tylko przypuszczać. Fakt, im bardziej poznajemy siebie, tym więcej wiemy o swoich potrzebach, zachowaniach, schematach działań. Jednakże czasem pewne okoliczności mogą wywołać w nas zupełnie niespodziewane reakcje, które skłaniają nas do podjęcia radykalnych kroków. Takich, o których podjęcie sami byśmy siebie nie posądzili jeszcze chwilę wcześniej. Jednakże te wszystkie zaskakujące (czasem bardzo bolesne) wydarzenia pokazały mi ostatnio, że przede wszystkim należy myśleć o sobie i swoim szczęściu. A o tym, niestety, zapominamy najczęściej. Mamy nadzieję, że pewne rzeczy same się naprawią lub zmienią jak za sprawą mocy magicznej różdżki. Ale życie jest brutalne i w większości przypadków prawie nigdy nic się samo nie dzieje. Nie ma co ukrywać, że uświadomienie sobie tego jest bardzo trudne i bolesne. Takie krytyczne spojrzenie na swoje życie i powiedzenie sobie „jeśli sam czegoś nie zmienisz, aby w końcu stać się szczęśliwym, to nikt za ciebie tego nie zrobi” pozwala nam sobie uświadomić, że powinniśmy polegać przede wszystkim na sobie. Wówczas staniemy się niezależni i naprawdę będziemy w stanie osiągnąć bardzo wiele. Ja jestem jedną z tych osób, które zawsze zakładają najbardziej czarny scenariusz. Sama o sobie mówię, że jestem realistką, ale chyba niestety bliżej mi do pesymistki niż osoby zarażającej wszystkich wokół pozytywną energią, choć staram się nad tym pracować! Niemniej jednak przewidywanie tych najgorszych rezultatów często może przynieść także pozytywny skutek, albowiem mamy świadomość, czego najgorszego możemy się spodziewać w danej sytuacji. Dzięki tej wiedzy jesteśmy w stanie podjąć odpowiednie kroki, które zapobiegną lub zminimalizują ryzyko wystąpienia ewentualnych konsekwencji naszych działań. To naprawdę pomaga. To poczucie, że już nic gorszego nie może nas spotkać.

Nie ukrywam, że chciałabym, aby tak jak twierdzą inni, dobro zawsze się przyciągało, a optymistyczne patrzenie na życie sprawiło, że możemy osiągnąć, co tylko chcemy. Być może rzeczywiście tak po części jest, jednak mi poza lepszym samopoczuciem nie daje to żadnych innych rezultatów lub być może za krótko praktykuję „positive movement”, choć nie oznacza to, że zamierzam przestać. Kiedy jesteśmy uśmiechnięci i napełnieni wiarą żyje nam się łatwiej. Ja ostatnio doszczętnie straciłam wiarę i nadzieję na to, że pewne rzeczy w moim życiu ulegną poprawie, stąd moje negatywne nastawienie. Wiedziałam jednak, że kiedyś chcę być w końcu naprawdę szczęśliwa (i to nie w dalekiej przyszłości). Przestać musieć tłumaczyć się ze wszystkich swoich wyborów oraz dosłownie przepraszać za to, że żyję. Dlatego po raz kolejny postawiłam wszystko na jedną kartę i zaczęłam wszystko od nowa. Czy sobie poradzę? Czy mi się to opłaci? Nie wiem. Jednakże, dopóki nie spróbuję, to nigdy się nie przekonam. Za dużo wysiłku i pracy włożyłam w to, żeby być tu, gdzie jestem teraz. Nie chcę rezygnować ze swoich marzeń i choć, teraz widzę wszystko w ciemnych barwach, to może za jakiś czas uda mi się dojrzeć chociaż to blade światełko w tunelu.

2 komentarze do “znowu zaczęłam wszystko od nowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *